About
Chyba to nie jest kwestia wolności lub jej braku, to raczej decyzja o świadomej rezygnacji, poprzestawaniu na małym, na tym, co bliskie, tym, co najbliższe.
Czasami wybory artystów mają daleko posunięte konsekwencje. Taką decyzją jest ograniczenie malarskiej palety. Tak zdecydowała Ula Ślusarczyk. Tworzy swoje obrazy głównie w chłodnej tonacji błękitów, szarości, granatów, a czasem i czerni. Wielu artystów lubi chłodną gamę. Jest w niej coś pociągającego. Chyba bez przesady można nawet powiedzieć – eleganckiego. Zarazem jest w błękitach coś neutralnego, można powiedzieć – niezauważalnego. I nie ma w tym żadnej przesady. Nie chcę w tym miejscu mówić o znaczeniach symbolicznych, których ten kolor posiada bardzo wiele, ale nie one są najważniejsze.
Inną kwestią jest sprawa formatów, które Ślusarczyk wybiera, malując swoje obrazy. Przeważają kwadraty i formaty do nich zbliżone. Tak jakby malarka chciała zachować swoistą równowagę, balansując nad doskonałością. Koło i kwadrat są geometrycznymi doskonałościami, więc wybieranie ich jest w jakimś sensie sięganiem po rzeczy pewne, stabilne, ugruntowane, a może nawet właśnie doskonałe. Z jednej strony starannie dobierane formaty, z drugiej malarka pozwala sobie na niewielkie niedokładności. Coś jest niedomalowane, coś kończy się w nieco innym miejscu, niż powinno, jeden pasek jest nieco inny. Ale to właśnie tak ma być. Na pierwszy rzut oka doskonałe, ale na drugi już trochę jakby mniej. Te braki są kuszące i zaprogramowane. Mają zostawiać wrażenie, że to ręczna praca.
W swoim malowaniu balansuje między formatami stabilnymi, kwadratowymi, a pionami, które zestawione dyptykowo do kwadratów się zbliżają. Ale wystarczy jedna pozioma linia, by kwadratowość formatu podobrazia w swoisty sposób przekreślić, podważyć, zakwestionować. Wtedy obraz staje się horyzontalny i przestaje być czysto geometryczną spekulacją – nawiązując do pejzażu. I to chyba kolejne założenie artystki, która konsekwentnie tworząc obrazy geometryczne, trochę jakby spogląda w stronę pejzażu i z nim nieco flirtuje. Balansowanie między językiem abstrakcji a naturą, między muzycznością podziałów a ich geometrycznością wydaje się dla malarki pociągające.
Bo mimo wielkiej, abstrakcyjnej konsekwencji przypadek też tu istnieje i ma się całkiem dobrze, a do tego pojawia się owo delikatne nawiązywanie do formuły malarstwa pejzażowego.
Bogusław Deptuła