Menu 0 Koszyk Szukaj en
Cofnij 09.01–27.01.2026

Wojciech Tracewski

KRÓL SERC

Kurator : Bogusław Deptuła Wernisaż : 08.01.2026 | 18:00 | mia ART GALLERY, Plac Solny 11, Wrocław

O wystawie


Wojciecha Tracewskiego droga przez sztukę nie była ani oczywista, ani prosta - raczej wyboista i pełna nieoczekiwanych zakrętów.

Zaczynał na początku lat 80. XX wieku, jeszcze za PRL-u. Malował wspólnie na warszawskiej Ochocie ze swoim przyjacielem z ASP i dzielnicy, Maciejem Zbigniewem Dowgiałłą. Młodzi, dzielni, niepokorni - szybko zostali zauważeni przez Andrzeja Bonarskiego, który wziął ich pod swoje skrzydła i zaczął organizować im kolejne wystawy.

Wielkie formaty obrazów, ich bezkompromisowa wybuchowość, zwracały uwagę widzów i krytyków. Wojciech Włodarczyk nazwał tę sztukę niezwykle trafnie „dzikim malarstwem”. Wszystko wyglądało obiecująco - był talent, potencjał, zainteresowanie.

Tracewski od początku lubił duże formaty, ekspresyjne formy, kontrowersyjne tytuły. To był czas postaw wyraźnych i mocnych. Taka była cała jego sztuka i kolejne obrazy.

Mimo że wziął udział w jednej z najważniejszych ówczesnych wystaw „Co słychać? Sztuka najnowsza” w 1987 roku i mimo, że wszystko wskazywało na to, że ze swoimi wielkimi, wizyjnymi obrazami idealnie trafił w swój czas - a uważam, że tak właśnie było - skrzydła jego kariery nie rozwinęły się tak szeroko, jak można to było przewidzieć. Niewykluczone, że zabrakło mu pokory albo uporu do walki o udział w coraz to nowych pokazach sztuki, zdobywania uznania i konsekwentnego dążenia do sukcesu artystycznego za wszelką cenę.

Poznałem go jeszcze w czasach licealnych. Nieco starszy, dostał się na warszawską ASP. Oglądałem jego obrazy na wspomnianej wystawie „Co słychać?” w fabryce Norblina i byłem dumny, że znam tego gościa – autora prac, które robiły na mnie takie wrażenie. Podziwiałem krzepę i determinację, które od nich biły. Co więcej, emanowały głęboką niezależnością, były w pewien sposób niepodległe. A żeby wszystko było jeszcze bardziej niezwykłe, jedną z nich, namalowaną przez Wojtka pod koniec lat 80. i nazwaną „Dedal”, można zobaczyć na jego obecnej wystawie we Wrocławiu.

Potem na wiele lat coś innego przyciągnęło zainteresowanie artysty. Zaczął praktykować buddyzm i przez wiele lat udzielał wykładów na jego temat na całym świecie. Od czasu do czasu wracał do sztuki, brał udział w mniejszych i większych wystawach, ale zasadniczo wyrażał się przede wszystkim przy pomocy słów. Aż wreszcie podjął decyzję o ostatecznym powrocie do malowania. Zamieszkał w Hiszpanii, której wpływ jest wyraźnie widoczny w jego najnowszych pracach. Powstają one już jednak na nieco innych zasadach. Nowe obrazy Wojtka Tracewskiego stały się mniejsze, „uniwersalniejsze”. Zaskakujące tytuły, owszem, pozostały, ale poprzez pojawianie się przy mniejszych rozmiarami obrazach sprawiły, że prace te stały się być może nieco bardziej dostępne, czy by tak rzec: na ludzką miarę. Kilka z nich miało już swoją wrocławską, a co za tym idzie i polską, premierę na wystawie zatytułowanej „Pozytywna Ekspresfuzja”, która odbyła się niedawno w Galerii Miejskiej.

W Mia Art Gallery postanowiliśmy jednak wrócić do wczesnych i nieco późniejszych prac. Zdecydowaliśmy się zaprezentować tylko te o dużych formatach. Tkwi w nich nadal wielka energia, która mimo upływających lat nie straciła nic z siły swego oddziaływania. Jest to zarazem swoisty przegląd chronologiczny twórczości Wojtka – od lat 80. XX wieku po obecne lata 20. Obrazy te pokazują trwałość myśli i spójność poszukiwań tego wciąż niepokornego i w głębokim sensie nadal młodzieńczego artysty, który ciągle nie ma dość, i to nienasycenie nie znika z jego płócien. Czas zdaje się nie imać tych prac. Choć, przyglądając im się, można rozpoznać epoki, w których powstawały, to wyraźnie łączy je ze sobą ta sama moc.

Kurator wystawy - Bogusław Deptuła 


ZOBACZ WSZYSTKIE PRACE ARTYSTY ↗


Ta strona wykorzystuje Cookies do poprawnego funkcjonowania. Korzystając z niej akceptujesz Polityka prywatności .

Odrzuć
Zakończ wyszukiwanie

Brak wyników. Spróbuj wpisać inną frazę.