"Gdy robi się selfie, podaża się wzrokiem za własną wyciągniętą ręką. Przy selfie zazwyczaj zwalnie się kroku albo zatrzymuje, bo o dobry efekt tu idzie, o autokreację. A gdy ruszy się dalej wypada patrzeć pod nogi, jak Jerzy Lewczyński, który drogę przed sobą uważnie śledzić musiał, skoro tak często podnosił z ulicy zagubioną odbitkę albo filmową błonę. Jak sam powiadał, "Każdy negatyw po 50 latach staje się sensacyjny". Nie miał zwyczaju pozostawiać za sobą żadnego obrazu i dziś domyślać się można, że musiał sobie te odnajdywane fotografie Lewczyński wychodzić. 

Ze zdjęciami problem jest taki, że czasem zupełnie się nie wychodzi. te portrety w portfelach ukryte, te oficjalne dowodowe, paszportowe fotografie biometryczne - twarze jak gęby bandytów okazują się być właśnie nasze. Pinkertonowskie mugshots - portrety przestępców, oblicza aparatem przechwycone zanim cokolwiek się zacznie dziać wokół tych fizis posiadaczy przychodzą na myśl, gdy ogląda się urzędowe dokumenty potwierdzające akurat tożsamość. 

Ale "co robi malarz?" Można ponowić pytanie postawione we Wrocławiu kilka lat temu. Otóż malarz jest facetem do wynajęcia (nie zrywa się zatem zawsze o świcie). Jest detektywem specyficznym - siebie samego najmującym. I tropi, i wyciąga wskazującą rekę chętną do zabaw plastycznych w fotografii po wizerunki już porzucone i te właśnie porzucane." 

- Dominik Stanisławski 

 

Witold Stelmachniewicz „mug – shots”

12 marca – 25 marca 2016

mia ART GALLERY

galeria czynna: wtorek - piątek 12:00 – 18:00

sobota 12:00 – 16:00

wstęp: wolny

Organizator wystawy: mia ART GALLERY

Partnerzy wystawy: Fundacja All That Art!, SleepWalker Boutique Suites, Gephard Group, Fabryka Sensu